
Podchodzimy do opalania…
Witam Was ponownie – skoro ostatnio pisałam o przygotowaniu ciała do lata, to wydało mi się całkiem naturalne, by tym razem napisać coś o opalaniu. Lato zbliża się do nas wielkimi krokami, a słonko kusi, żeby się wylegiwać w jego promieniach. Dla wielu z Was to ogromna przyjemność, ale przypominam o odpowiedzialnym opalaniu oraz o tym, że moda na bycie „solarą” już dawno minęła. Natomiast delikatnie muśnięte słońcem ciało, zawsze będzie w modzie. Wydaje się ono wtedy szczuplejsze, gładsze, a my zdrowsze i bardziej atrakcyjne. Przykre jest to, że rzadko kiedy wiemy jak prawidłowo dozować sobie promienie słoneczne.
Oto kilka rad:
zachowujmy umiar i nie wystawiajmy się na słońce w godzinach, gdy jest ono najbardziej intensywne; pierwsze kąpiele słoneczne powinny trwać kilkanaście minut – gdy skóra zacznie brązowieć, wówczas można wydłużać seanse,
nigdy nie wychodźmy na słońce bez ochrony preparatami z filtrami!! Nawet spędzając lato w mieście, należy pamiętać by zabezpieczyć swoją skórę. Wiele firm kosmetycznych oferuje kremy do twarzy, w których są zawarte filtry przeciwsłoneczne. Do ochrony skóry należy wybierać preparaty zawierające filtry UVA i UVB czyli takie, które gwarantują kompleksową ochronę naszej skóry. Na opakowaniach preparatów znajduje się angielski skrót SPF oznaczający Sun Protective Factor oraz jego wysokość – oznacza on czas o ile wydłuża się czas przebywania na słońcu, który prowadzi do powstania rumienia. W skrócie jeśli zakupimy preparat o faktorze 20, a w danym dniu, przy danym nasłonecznieniu rumień na naszej skórze pojawiłby się po 10 minutach, to po zastosowaniu tego preparatu rumień pojawi się po 200 minutach. Absolutnie nie namawiam tu do pozostawania, aż tak długo na słońcu. Wysokość filtra zawsze należy dostosować do miejsca, w którym planujemy opalanie (egzotyka wymaga bardzo wysokiej ochrony),
preparat z filtrami nakładamy na skórę minimum 20 minut przed wyjściem!! Nie żałujmy go, ponawiajmy aplikację w razie potrzeb – co dwie godziny podczas stałej ekspozycji słonecznej, a już koniecznie po kąpielach wodnych, nawet jeśli na opakowaniu jest napisane, że jest on wodoodporny!
zwróćmy uwagę na usta, nos oraz przysłonięcie głowy – bujna czupryna nie zwalnia od tego,
zakładajmy okulary przeciwsłoneczne, ale takie zakupione u optyka – nie dajcie się oszukać, że straganowa para okularów za 20 zł jest zaopatrzona w filtry przeciwsłoneczne – takimi szkłami można sobie narobić więcej szkody,
wszelkie znamiona w ogóle nie powinny być wystawiane na promieniowanie słoneczne; obserwujmy je bacznie a wszelkie wątpliwości zgłaszajmy lekarzowi, – naszą czujność powinny wzbudzić wszelkie zmiany powiększające się, swędzące oraz takie z których zaczyna się sączyć; polecam coroczną kontrolę znamion w gabinetach dermatologicznych.
A jeśli już zdarzy się nieszczęśliwie, że po powrocie z plaży nasza skóra zacznie swędzieć, piec i palić, a kolorem będzie przypominać przysłowiowego raka (o zgrozo!), to polecam:
kojący, chłodny lub delikatnie ciepły prysznic – nie wchodźmy pod lodowaty strumień wody, bo może on spowodować nieprzyjemny szok termiczny, który wyniknie ze zbyt dużej różnicy temperatur rozgrzanej skóry i wody,
na skórę można nałożyć zsiadłe mleko, naturalny jogurt bądź kefir – złagodzą oraz nawilżą naszą skórę,
gotowe preparaty na poparzenia do kupienia w aptekach oraz dobrych drogeriach – na bazie pantenolu, alantoliny oraz regenerujących witamin,
w momencie, gdy utrzymuje się podwyższona temperatura, na ciele pojawiają się bąble, a nasze samopoczucie uległo pogorszeniu (wymioty, bóle głowy, omdlewanie) należy udać się natychmiast do lekarza!
Krótka przestroga, dla tych co lubią wylegiwać się na słońcu: czerniak złośliwy, będący najgroźniejszym efektem poparzeń jest bardzo trudny do wyleczenia i daje małe szanse na przeżycie. Nadmierne opalanie przyśpiesza też powstawanie zmarszczek na skórze (niestety słońce to największy wróg naszej cery)... dlatego nie zabraniam, ale proszę Was bardzo – z umiarem i rozsądkiem...
Ciekawostka – wiecie, że istnieje uzależnienie od nadmiernego opalania? Nosi nazwę tanoreksji – z ang. ‘tan’ oznacza opalanie się; osoby pod wpływem tego uzależnienia czują ciągłą potrzebę poprawiania efektu swojej opalenizny i ciągle wydaje im się, że są bladzi i mało atrakcyjni.
Daria Kozłowska – kosmetolog, Manager FERO SPA
http://www.ferosystem.pl/
Powrót